Widma w leśnym poszyciu

Zaginione wsie i zapomniane cmentarze wokół Bornego Sulinowa

Kiedy spoglądamy na współczesną mapę okolic Bornego Sulinowa, widzimy potężne połacie zieleni. Lasy, wrzosowiska i jeziora tworzą tu jeden z najbardziej malowniczych pejzaży Pomorza Zachodniego. Jednak dla kogoś, kto potrafi czytać ten krajobraz nieco uważniej, ta zieleń nie jest naturalną pustką. To przestrzeń pełna wyrw, zbliznowaceń i milczących świadków brutalnej historii. Zanim w latach 30. XX wieku zapadła decyzja o utworzeniu tu gigantycznego poligonu i bazy wojskowej Groß Born, tutejsze lasy tętniły życiem. Dziś, eksplorując te tereny, wkraczamy do świata zaginionych wsi i zapomnianych cmentarzy.

Przerwany rytm pomorskiej prowincji

Decyzja o militaryzacji regionu oznaczała wyrok śmierci dla kilkunastu cywilnych osad. Wsie takie jak Pniewy (Pneff), Kamienna (Steinforth), wspomniane w moich poprzednich wpisach Barkniewko (Barkenbrügge) czy wreszcie sama historyczna wieś Linde (na której gruzach wyrosło dzisiejsze Borne Sulinowo), zostały systematycznie wysiedlone, a ich zabudowania w dużej mierze zrównane z ziemią. Rolniczy, spokojny rytm życia został brutalnie zastąpiony przez ryk silników pancernych i huk artylerii.

Jako eksplorator terenowy często zabieram moich gości z dala od głównych, utwardzonych dróg. Najlepiej docierać tam z zachowaniem absolutnej ciszy – grząskie, piaszczyste dukty przecinające dawne tereny poligonowe to idealne środowisko dla mocnego e-bike’a. Kiedy stajemy w środku gęstego lasu, proszę uczestników wyprawy, by rozejrzeli się dookoła.

Wystarczy chwila skupienia, by natura sama zdradziła tajemnice. W środku sosnowego młodnika nagle dostrzegamy zdziczałe jabłonie i grusze. Wiosną, wśród posępnej zieleni, wybuchają białymi i liliowymi kwiatami bzy i jaśminowce – posadzone niegdyś ludzką ręką pod oknami nieistniejących już domów. Ziemia kryje zarysy fundamentów, zasypane studnie i fragmenty brukowanych podwórzy, które dziś stanowią jedynie geometryczne anomalie w leśnym poszyciu. Z perspektywy moich niemal czterdziestu lat spędzonych z aparatem wiem, że te miejsca wymagają niezwykłej wrażliwości wizualnej. To nie są spektakularne ruiny. To fotografia detalu, półcieni i melancholii.

Leśne nekropolie: Czas zatrzymany w żeliwie i kamieniu

Jeszcze większe wrażenie robią miejsca, gdzie dawni mieszkańcy chowali swoich bliskich. Ewangelickie cmentarze rozsiane wokół dawnego poligonu to bodaj najbardziej poruszające punkty na mapie wrzosowych ścieżek. W przeciwieństwie do domostw, cmentarzy nie niszczono od razu, ale po 1945 roku, w okresie radzieckiej dominacji i powojennej niechęci do wszystkiego co niemieckie, zostały one skazane na powolną degradację, zapomnienie i – niestety – na pastwę szabrowników.

Dziś te dawne nekropolie są niemal całkowicie wchłonięte przez naturę. Zazwyczaj zdradza je gęsty dywan ciemnozielonego barwinka lub bluszczu (roślin tradycyjnie sadzonych na ewangelickich grobach), który szczelnie otula leśne dno. Spod tego dywanu wystają połamane, żeliwne krzyże, których rdzawa faktura niesamowicie kontrastuje z soczystą zielenią lasu. Czasem można natrafić na przewrócone stele z wyrytymi w kamieniu fragmentami biblijnych wersetów.

Dokumentowanie tych miejsc z drona to fascynujące doświadczenie. Z poziomu ziemi widzimy tylko chaotyczną plątaninę pnączy i omszałych kamieni. Jednak gdy spojrzymy na to z góry, przez prześwity w koronach starych dębów i lip, nagle dostrzegamy zachowany, rygorystyczny wręcz układ dawnych alejek i regularne prostokąty kwater. Lotnicza perspektywa przywraca im porządek, który na dole zatarł czas.

Lapidarium: Ocalić od całkowitego zapomnienia

Z leśnej gęstwiny i niepamięci przenosimy się do samego Bornego Sulinowa, gdzie na Cmentarzu Komunalnym (który sam w sobie ma fascynującą, wielonarodową historię) znajduje się miejsce szczególne – Lapidarium.

To symboliczna, niezwykle ważna klamra spinająca przedwojenną historię tych ziem z teraźniejszością. Zebrano tu i pieczołowicie wyeksponowano ocalałe płyty nagrobne, fragmenty cokołów i żeliwne krzyże, które udało się uratować z niszczejących, poligonowych cmentarzy. Stojąc przed tymi ocalonymi fragmentami kamienia, nie sposób nie poczuć ukłucia refleksji. Wyryte na nich gotycką czcionką nazwiska należą do ludzi, którzy budowali te wsie, uprawiali tę ziemię i dla których te lasy były po prostu domem.

Lapidarium jest miejscem ciszy i szacunku. To dowód na to, że jako współcześni gospodarze tego terenu potrafimy wznieść się ponad trudną historię XX wieku i oddać hołd tym, których brutalnie wymazano z mapy, nim jeszcze na świecie wybuchła wojna.

Pamięć zapisana w kadrze

Wyprawy w te rejony – piesze czy rowerowe – to nie jest zwykła rekreacja. To podróż w głąb czasu, która wymaga odpowiedniego nastawienia. Prowadząc tu ludzi, zależy mi na pokazaniu, że prawdziwa eksploracja zaczyna się tam, gdzie kończą się turystyczne foldery. Lasy Bornego Sulinowa nie są milczącą pustką. Mają wiele do opowiedzenia, trzeba tylko wiedzieć, gdzie się zatrzymać, jak spojrzeć na światło załamujące się na starym krzyżu i jak wsłuchać się w wiatr szumiący w dzikim sadzie, który wciąż, wbrew logice dziejów, rodzi owoce na zaginionej wsi.

Porozmawiajmy o wyprawach śladami dawnych wsi.

Stare Borne: Pustka między garnizonami – prośba do czytelnika

Wędrując na południe od Bornego Sulinowa – dawnego Linde – w kierunku Kłomina, docieramy do serca poligonowej melancholii, czyli dawnej wsi Stare Borne (Alt Born). To miejsce stanowi archetypowy przykład tego, jak bezwzględnie wojskowa machina pochłaniała cywilną przestrzeń.

Przemierzając ten piaszczysty, wymagający teren, często zatrzymuję się w połowie drogi, by chłonąć ten specyficzny mikroklimat. Stare Borne, podobnie jak inne okoliczne osady, zostało wymazane z mapy w latach 30. XX wieku pod budowę wojskowej infrastruktury. Dziś jest to przestrzeń niemal całkowicie oddana naturze. Plamy jaśniejszej zieleni lub kępy zdziczałych krzewów zdradzają, gdzie niegdyś stały domostwa.

Dla kogoś, kto pasjonuje się tworzeniem „slow TV” i rejestrowaniem „ambient walks”, Stare Borne jest plenerem idealnym. Cisza między wrzosowiskami a lasem jest tu potężna, zmuszająca do refleksji.

Niestety, o ile inne wsie mają dość bogatą dokumentację historyczną, o tyle cywilna przeszłość samego Starego Bornego pozostaje dla mnie zbiorem niedopowiedzeń. Jako eksplorator i badacz tej przestrzeni, muszę przyznać, że dysponuję tu jedynie szczątkowymi faktami na temat dawnych mieszkańców. Jeśli posiadasz w swoich zbiorach nazwiska konkretnych rodzin stamtąd pochodzących, przedwojenne plany tej osady lub detale dotyczące lokalizacji ich dawnego cmentarza, bardzo proszę o uzupełnienie tych informacji – z przyjemnością włączę te brakujące detale do naszej wspólnej historii publikowanej na łamach wrzosowesciezki.pl